Sterydy – właściwa dawka

Rate this post

Przez dziesięciolecia świat kulturystyki, zafascynowany poszukiwaniem fizjologicznej granicy rozwoju, kierował się tylko jedną zasadą: więcej znaczy lepiej! Można to dość naiwnie odnosić ) objętości treningowej, intensywności, z jaką się trenuje lub ilości przyjmowanego białka, ale spójrzmy prawdzie w oczy, chodzi o sterydy. Świętej pamięci Steve Michalik, legendarny kulturysta z lat 70. ubiegłego stulecia, który prowadził Mr. America’s Gym w Farmingdale stanie Nowy Jork, ponoć miał na niej wielki znak, głoszący: „Wiadomość dnia: zwiększ dawkę!”, pod którym wyrysowana była strzykawka. Od początku lat 50. nasilały się eksperymenty ze sterydami. Wtedy ciężarowcy ze Wschodniego Wybrzeża poszli w ślady sportowców Rosji i bloku wschodniego i zaczęli spożywać spore dawki methandronolonu (Metanabol). W tym samym czasie na Zachodnim Wybrzeżu Kulturyści zaczęli prezentować stopień rozwoju mięśni nie widziany nigdy wcześniej. Oczywiście wielu z tych prekursorów stosowania sterydów kierowało się dawkami zasugerowanymi przez dr Johna Ziera, który w latach 50. i 60. promował stosowanie Metanabolu w York Barbell Club. W późniejszych latach zarówno Ziegler, jak i Michalik twierdzili, że żałują roli, jaką odegrali w promowaniu sterydów. Wraz z powszechniejszym dostępem do sterydów i szybkością, jaką kolejne rekordy siłowe padały jak kostki domina, nie mówiąc o pojawieniu się pierwszych kulturystów zbudowanych jak greckie sagi, kochający współzawodnictwo użytkownicy sterydów zaczęli wdrażać coraz silniejsze i dłuższe cykle. Większość z nich opierała na środkach doustnych, które łatwo aromatyzują do estrogenów, wodując specyficzne efekty uboczne w przypadku zbyt długiego Stosowania lub zbyt wysokiej dawki. Efekty te regulowały sposób korzystania sterydów. Bardzo podobne doświadczenia opisane stały w związku ze wschodnioniemieckim programem sterydowym, który miał na celu przywrócenie dumy narodowej w osłabionym drugiej wojnie światowej kraju. Przez cały okres Zimnej Wojny królowały dawki, które dziś w najlepszym razie uznalibyśmy za umiarkowane, a cykle raczej nie przekraczały 12 tygodni.

SERYDOWY PRZESYT
W latach 60. sterydy produkowane były przez czołowe firmy farmakologiczne. Celem było opracowanie analogów (leków na bazie testosteronu), które umożliwiałyby przyrosty masy i siły mięśniowej, ale bez androgenicznych i estrogenicznych skutków ubocznych, takich jak powiększenie prostaty, łysienie czy ginekomastia. Próbowano też opracować środki nieoparte na grupie 17-alfa alkilowej, ze względu na jej toksyczność dla wątroby.
Opracowano cały szereg środków, niektóre nawet trafiły na rynek.
Niektóre do dziś stosowane są przez ludzi, inne trafiły na rynek weterynaryjny, a jeszcze innych po prostu już się nie produkuje. Na pewno wielu czytelnikom sporo mówią nazwy takie jak Anavar (oxandrolone), Winstrol (stanazolol) czy Anadrol-50 (oxymetholone).
Sterydy te pozwalały na wykorzystanie większych dawek oraz komponowanie własnych zestawów, pozwalając łączyć przyrosty masowe i siłowe osiągane dzięki sterydom aromatyzującym z poprawą użylenia i definicji mięśni, oferowaną przez sterydy niearomatyzujące. Wtedy też zaczęto dzielić cykle na masowe i redukcyjne, wykonywane bezpośrednio po sobie lub z niewielką przerwą. Doprowadziło to do osiągnięcia gabarytów i definicji prezentowanych przez Arnolda i współczesnych mu zawodników. W połowie lat 70. nacisk przesunął się na definicję mięśni, zaś ulubieńcami sędziów i kibiców zostawali zawodnicy tacy jak Frank Zane. Czasowo ograniczyło to stosowanie sterydów typowo masowych, ponieważ niosły ze sobą one niepożądany efekt w postaci retencji wody i ginekomastii. Cykle przedstartowe opierano wtedy na pochodnych DHT, ponieważ nie podlegają one aro-matyzacji. Parabolan, Primabolan, Winstrol, Anavar i Finaject były najchętniej stosowanymi w tym okresie sterydami. Wprawdzie niektórzy zawodnicy pozostali wierni metanabolowi i nandrolonowi, ale czasy, gdy deką i metą wygrywało się zawody, przeszły do historii.

ROZMIARY PONAD WSZYSTKO
Wszystko zmieniło się po Olympii w roku 80, jednych z najbardziej krytykowanych zawodów kulturystycznych w historii. Powrót Arnolda po pięcioletniej przerwie sprawił, że znów wielu zawodników rzuciło się w pogoń za gabarytami, odstawiając na bok kwestie symetrii i definicji. Początkowo zaobserwowano nie tylko wzrost dawek sterydów, ale też coraz powszechniejsze użycie diuretyków, stymulantów (klenbuterol), hormonów tarczycy i leków obniżających poziom kortyzolu, które pozwalały na bardzo mocne zmniejszenie ilości tłuszczu i pozbycie się wody podskórnej. Fani mogli podziwiać w magazynach kulturystycznych jak gwiazdy ich sportu systematycznie rosną, aż w pewnym momencie doszło do nagłej zmiany. Dobrze to widać na stronach internetowych, prezentujących kulturystów z dawnych lat. Do początku lat 90 kulturyści rośli stosunkowo powoli. W ciągu pierwszych 40 lat tego sportu przeciętny wskaźnik BMI startującego kulturysty wzrósł z niespełna 31 do niespełna 32. Nagle, jak za dotknięciem magicznej (choć chyba raczej chemicznej) różdżki, przeciętne BMI skoczyło nagle z niespełna 32 do mocno ponad 34, by dalej rosnąć do niemal 38. A przecież mówimy o przeciętnym, uśrednionym BMI! Niektórzy zawodnicy w formie startowej osiągali BMI przekraczające 41!
Ten wielki skok nie dokonał się dlatego, że ktoś nagle odkrył, że w aptekach są też strzykawki po 10 ml. Testosteron też nagle nie zyskał na mocy. Nikogo nie ugryzł radioaktywny pająk. Nowe pokolenie kulturystów sięgnęło śmiało po peptydowe czynniki wzrostu: insulinę, hormon wzrostu i IGF-1.
Warto wspomnieć, że insulinę i hormon wzrostu stosowano wcześniej, jednak tak jak w przypadku sterydów, ograniczony dostęp i brak doświadczeń nie pozwalały na rozszerzanie grona ich użytkowników, stosujących je w niedużych ilościach przez stosunkowo niedługi czas. Kulturysta Bob Paris opowiadał o ograniczonym dostępie do hormonu w swej książce Gorila Suit.

sterydy – właściwa dawka

INSULINA l HGH
Pojawienie się technologii rekombinacji otworzyło możliwość szerokiej produkcji insuliny i HGH. Przed wprowadzeniem tej technologii, opartej na wykorzystywaniu bakterii do syntezy ludzkich hormonów poprzez zaszczepianie ich tymi hormonami i stymulowanie rozwoju, insulinę pobierano od świń i krów, a hormon wzrostu pozyskiwano ze zwłok w postaci ekstraktu z gruczołu przysadki (części mózgu). Rekombinowany HGH został stworzony właśnie dlatego, że z tradycyjnego źródła (przypomnę: ludzkich zwłok) nie było możliwości pobrania wystarczającej ilości, by móc leczyć dzieci chorujące na karłowatość, schorzenie polegające na niedoborze naturalnie produkowanego hormonu wzrostu. Wkrótce rozpoczęto produkcję niewielkiej partii rekombinowanego HGH, która miała sprawdzić zapotrzebowanie rynku na tego typu środek. W przeciwieństwie do tego co działo się ze sterydami 40 lat wcześniej, kulturyści rzucili się na hormon wzrostu jak świnie na trufle, używając dawek mających korygować rozwój dotkniętych karłowatością dzieci. U zdrowych, potężnych kulturystów wywołało to ogromny rozwój mięśni, ale niestety nie tylko. Rosły też kości twarzy, dłoni i stóp, a brzuchy puchły na potęgę. Bardzo prawdopodobne, że to właśnie połączenie stosowania insuliny z hormonem wzrostu spowodowało plagę ciążowych brzuchów na scenach kulturystycznych świata. Obecnie stosuje się mniejsze dawki hormonu, a stosowanie insuliny uzależnia się od rozkładu posiłków i treningów.
Powinno być więc jasne, że sterydy stosowane pojedynczo dają dobre, ale ograniczone efekty i o wiele lepiej sprawdza się łączenie ich z innymi sterydami lub lekami takimi jak właśnie insulina i hormon wzrostu. Przez wiele lat zawodnicy budowali niesamowite sylwetki, używając do tego dość umiarkowanych dawek. Eskalacja stosowanych dawek przyniosła widoczny, ale nie rewolucyjny wzrost gabarytów mięśni. Stosowna suplementacja pomaga też chronić się przed utratą mięśni podczas diety redukcyjnej przed zawodami, ponieważ masa mięśniowa rośnie przy jednoczesnym spalaniu tłuszczu. Niektóre sterydy sprawdzają się lepiej podczas cyklów redukcyjnych, podczas gdy inne utrudniają spalanie tłuszczu, ale to już temat na inny artykuł.

JAKA JEST TA WŁAŚCIWA DAWKA STERYDÓW?
Na to pytanie nie ma oczywiście jednej poprawnej odpowiedzi. Po pierwsze zakłada się, że osoba nie ma żadnych znanych lub nieznanych przeciwwskazań do stosowania sterydów. Oznacza to, że osoba ta nie może być chora na nic, co może zwiększać ryzyko wystąpienia negatywnych efektów ubocznych, w niektórych przypadkach nawet zagrażających życiu. Choć schorzenia takie jak powiększenie prostaty czy choroby układu krążenia prze długie lata były uważane za wynikające lub pogarszane przez hormonalną terapię zastępczą i nadużywanie sterydów, wydaje się to nie być prawdą w przypadku dawek bliskich górnej granicy fizjologicznej. Najbardziej trzeba zwrócić uwagę na problemy z zakrzepami w naczyniach krwionośnych (trombofilia), które mogą występować spontanicznie, ale mogą też mieć podłoże genetyczne. Niemal wszystkie problemy z działaniem układu krążenia u osób przyjmujących hormonalną terapię zastępczą dotyczyły osób z trombofilia. Czasami schorzenie nie objawia się do czasu rozpoczęcia terapii zastępczej, co może sugerować, że jest ona kamyczkiem poruszającym lawinę, która może przerodzić się w zawał, zator płucny, zakrzepicę wieńcową i inne zagrażające życiu schorzenia.
Równie ważna, zwłaszcza u ludzi młodych jest ocena ryzyka wystąpienia zaburzeń osobowości i psychozy. Może je wywołać nie tylko wysoki poziom androgenów podczas cyklu, ale też jego gwałtowny spadek po zejściu z cyklu. Uważa się, że przynajmniej jeden przypadek samobójstwa ucznia szkoły średniej spowodowany był gwałtownym odstawieniem sterydów (za radą lekarza). Ciężko jest ocenić rzetelność tej opinii, wiedząc, że ów młody mężczyzna znajdował się pod opieką psychologa i przyjmował leki na zaburzenia psychiczne.
Choć środowisko kulturystyczne jednogłośnie odrzuca istnienie czegoś takiego jak szał sterydowy, dane naukowe faktycznie wskazują, że u osób ze skłonnością do przemocy wysoki poziom hormonów może powodować niewspółmierne nasilenie reakcji na prowokację, ale nie powoduje przejawów spontanicznej agresji. Oznacza to, że jeśli będziesz denerwował użytkownika sterydów ze skłonnością do utraty cierpliwości, może on zareagować ostrzej i bardziej brutalnie. Tym niemniej, osoba taka raczej nie wybuchnie bez powodu. Ponadto korzystanie ze sterydów niesie ze sobą jeszcze inne konsekwencje zdrowotne i prawne, których trzeba być świadomym przed rozpoczęciem stosowania.

PRÓG TESTOSTERONOWY l HIPERTROFIA MIĘŚNIOWA
Jasne jest, że nikt nie jest zainteresowany dawką testosteronu, która nie da mu nic w porównaniu do jego naturalnego poziomu tego hormonu. Badania wykazały, że poziom testosteronu traktowany jest jako swego rodzaju wartość bazowa zarówno przez młodszych, jak i starszych mężczyzn. Już 125 mg enantanu testosteronu tygodniowo przynosi wzrost siły i masy mięśniowej. Zwiększenie tej dawki do 300 lub 600 mg powoduje zależne od dawki nasilenie tych efektów. Co ciekawe, przy takich dawkach efekty uboczne odnotowywano tylko u starszych mężczyzn, a należały do nich zwiększenie masy czerwonych krwinek, obrzęk nóg i problemy z prostatą.
Harrison Pope, który za cel postawił sobie wiązanie testosteronu z różnymi psychopatologiami, w badaniu z 2000 roku stwierdził, że 600 mg cypionatu testosteronu było dobrze tolerowane przez większość jego uczestników. Zaledwie 12% uczestników odnotowało wzrost liczby punktów na teście kontrolnym hipomanii, a u 4% stwierdzono jej wzrost. Co ciekawe, wartości podane w tym badaniu jako podwyższone, w innych traktowane są jako norma, co może świadczyć o skłonności autora badania do naginania wyników pod konkretną tezę.
Jedno z ciekawszych badań poruszyło temat progu testosteronowego, czyli ilości testosteronu niezbędnej do wywołania hipertrofii mięśniowej. W grupie uczestniczących w badaniu starszych mężczyzn próg ten był nieco powyżej górnej granicy normy fizjologicznej. Próg ten oszacowana na 1200-1500 ng/dl, co odpowiada z grubsza dawkom rzędu 300 mg testosteronu tygodniowo. Sugeruje to, że osoby chcące zwiększyć masę mięśniową powinny zacząć właśnie od 300 mg testosteronu tygodniowo. Wprawdzie wiele rozmów z mężczyznami stosującymi terapię zastępczą pozwala sądzić, że przyrosty masy i siły porównywalne do czasów młodości osiągają oni już przy dawce 200 mg tygodniowo, ale prawda jest taka, że tego typu stwierdzenia trudno jest zweryfikować naukowo.
Dawki w zakresie 300-600 mg testosteronu tygodniowo odpowiadają praktyce stosowania tego hormonu przez mężczyzn korzystających ze sterydów na własną rękę w celu poprawy jakości życia. W badaniu z udziałem niemal 2000 uczestników okazało się, że aż 52% respondentów stosuje dawki rzędu 200-600 mg tygodniowo, a kolejne 32% nie przekracza 100 mg. Bardzo niewielu użytkowników przekracza dawki rzędu 1400 mg. Wynika z tego, że użytkownicy sterydów, w swych nielegalnych badaniach metodą prób i błędów doszli do tych samych wniosków co naukowcy. Efekty uboczne przy dawkach 200 -1000 mg tygodniowo są niewielkie lub tolerowalne. Badanie nad dawkami, o którym wspominałem wcześniej wykazało średni przyrost suchej masy ciała o 7,9 kg u mężczyzn przyjmujących 600 mg tygodniowo. Odpowiada to 12,5% wzrostu w ciągu sześciu miesięcy, przy jednoczesnym spadku poziomu tłuszczu o 10%. Wyniki te powinny wystarczyć osobom trenującym amatorsko i byłyby zbieżne z tym, czego doświadczali kulturyści w latach 60. i 70. ubiegłego wieku.

Dodaj komentarz

Zamów suplement na odchudzanie SlimBerry z atrakcyjnym rabatem!Kup SlimBerry
+